Home > Aktualności > O LO w Orzyszu z perspektywy czasu
AktualnościRozproszeni po świecieUrodzenie w Orzyszu

O LO w Orzyszu z perspektywy czasu

O LO w Orzyszu z perspektywy czasu

Zapraszamy do zapoznania się z refleksjami o szkole,studiach i pracy naszej absolwentki p.Karoliny Jędrych-dzisiaj adiunkta na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.

W jakich latach uczęszczałaś do szkoły i kto był twoim wychowawcą?

Do LO w Orzyszu uczęszczałam w latach 1999-2003. Moją wychowawczynią była pani Irena Sulima. Uczyła geografii.

Jak wspominasz lata w liceum?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Nie wspominam czasu spędzonego w liceum jako jednorodnego, jednakowego ciągu dni, miesięcy czy lat. Kiedy myślę o spędzonych tu czterech latach, przypominają mi się różne wydarzenia: dobre i przykre, zabawa i ciężka praca, nauka i spotkania po szkole. Jest kilka wydarzeń, do których chętnie i z uśmiechem wracam, np. wspólne uczenie się do klasówek z historii i ich ciągłe przekładanie, klasowy biwak w pierwszym roku nauki, próby do sztuki, którą napisała jedna z koleżanek, pracę w uczniowskiej firmie „Ballanga”, czas matur. Są też mniejsze wspomnienia z konkretnych lekcji u różnych nauczycieli. Ale są też takie sprawy, do których wracam niechętnie. Powiedzmy, że był taki czas, kiedy miałam problemy z rówieśnikami. I oni ze mną.

Czy miałaś ulubionego nauczyciela?

Nawet dwójkę. Moim ulubionym nauczycielem był pan Jacek Foszczyński, a nauczycielką – pani Magda Wysocka. Zawsze bardzo lubiłam polski i historię, a to byli nauczyciele, którzy potrafili przykuć moją uwagę tym, co mówili na lekcjach. Może dlatego, że robili to tak, jakby sprawy, o których mówili, faktycznie ich obchodziły? Jakby przedmiot, którego uczą, rzeczywiście ich interesował? Dobrze mi się ich słuchało i czułam, że są autentyczni w tym, co robią i co nam przekazują. Na ich lekcje czekałam najbardziej.
Muszę jednak dodać, że lubiłam też lekcje wychowania fizycznego z panią Barbarą Popławską, która jako pierwszy wuefista oceniała mnie też za starania, nie tylko wyniki (nie byłam asem sportu). Wiele nauczyłam się na biologii z panią Teresą Sulewską. Dobrze wspominam (i dobrze się na nich bawiłam) lekcje języka angielskiego z panem Mirosławem Rostkowskim. Z lekcji informatyki u pana Jacka Góralczyka wyniosłam sporo wiedzy o edycji tekstu, której, jak się okazało, nie mieli wszyscy moich rówieśnicy. Na przykład prosta zasada, że spację stawiamy po znaku przestankowym nie jest powszechnie znana, niestety. Wspomnianą już uczniowską firmą „Ballanga” opiekowała się pani Dorota Foszczyńska i pracę pod jej okiem na tych zajęciach dodatkowych także dobrze wspominam.

Czy nauczyciele byli wymagający i zachęcali ciebie i innych do pracy?

Kiedy wracałam do domu z lekcji, odpoczywałam jakiś czas i… brałam się za odrabianie lekcji i uczenie się na ewentualną kartkówkę czy odpowiedź ustną. Nauczyciele cały czas sprawdzali naszą wiedzę, więc mogę powiedzieć, że wtedy, kiedy ja byłam uczennicą byli wymagający, ale – bez przesady. Nie miałam nigdy takiego poczucia, że ktoś zarzuca mnie milionem niepotrzebnych, szczegółowych informacji. Ale może byłam tu wyjątkiem, nie wiem.
Jeśli chodzi o zachęcanie do pracy, trudno mi się wypowiadać w imieniu koleżanek i kolegów. Mnie jakoś specjalnie nie trzeba było zachęcać, bo po prostu lubiłam się uczyć i nauczenie się czegokolwiek, zrozumienie czegoś, przychodziło mi z łatwością. Zwykle nie musiałam „wkuwać” materiału na siłę, zwyczajnie miałam dość dobrą pamięć. Niektórzy natomiast uważali mnie za kujona, ale niezbyt się tym przejmowałam (no, może czasem trochę), bo uczyłam się nie dla ocen, a po to, żeby coś widzieć, zrozumieć, poznać. To samo staram się przekazać teraz moim uczniom – że nie ocena jest w nauce najważniejsza.

Co z lekcjami? Jaki sposób pracy podczas zajęć lubiłaś najbardziej?

Najbardziej lubiłam po prostu siedzieć, słuchać i notować. Najpierw w brudnopisie,notatki na czysto przepisywałam w domu; w ten sposób od razu powtarzałam materiał.
Tradycyjny typ wykładu bardzo mi odpowiadał. Co ciekawe teraz, jako nauczycielka, stosuję raczej metody problemowe i aktywizujące, ciągle szukam nowych rozwiązań. Jako uczennica wolałam jednak być zostawiona w spokoju. Kiedy pan Foszczyński wchodził do klasy z arkuszami papieru i flamastrami mówiłam w duchu (albo na głos): o nie, znowu praca w
grupach! Zawsze wolałam raczej pracę indywidualną. Moich uczniów często dzielę na grupy, bo to lubią. Wtedy myślałam o tym jako o najgorszej karze, teraz – wspominam z uśmiechem.

Czy nasze liceum pomogło ci w wyborze studiów i zawodu jaki byś chciała wykonywać?

Studia wybrałam już w szkole podstawowej, a zawód – dopiero po praktykach studenckich. Liceum jednak pomogło mi bardzo w dostaniu się na wymarzoną filologię polską… bez egzaminu. Bardzo chciałam wziąć udział w Olimpiadzie Literatury i Języka Polskiego. Zdobycie tytułu finalisty umożliwiało wstęp bez egzaminu na polonistykę na wiele uczelni w Polsce, w tym na Uniwersytet Śląski, o którym już w IV klasie LO myślałam jako o swojej przyszłej alma mater.
Moja wychowawczyni, pani Irena Sulima, z drugiej szkoły, w której uczyła, zdobyła dla mnie regulamin i zestaw zagadnień do olimpiady. Zapoznałam się z tematami, skonsultowałam z panią Magdą Wysocką i zaczęłam pracę. Tutaj muszę powiedzieć, że pani Wysocka pomagała mi w przygotowaniach, na ile mogła, bo kiedy byłam w IV klasie akurat przebywała na urlopie macierzyńskim. Mogę powiedzieć, że szkoła podstawowa i liceum wyposażyły mnie w wiedzę i umiejętności niezbędne do przejścia kolejnych etapów olimpiady, która była tak naprawdę sprawdzianem umiejętności polonistycznych ze wszystkich poprzednich lat nauki. W szkole podstawowej, w VII i VIII klasie, przygotowywałam się do analogicznego konkursu przedmiotowego z języka polskiego pod okiem pani Teresy Kacy. To przygotowanie też mi dużo dało.
Na studiach okazało się, że wiedzą nie odbiegam od moich koleżanek i kolegów z różnych, także renomowanych, liceów województwa śląskiego.

Czy dzięki nauce w tym liceum osiągnęłaś jakiś sukces?

Jak wspomniałam wyżej – moi nauczyciele dobrze przygotowali mnie do studiów.
Wiedza zdobyta w orzyskich szkołach okazała się dobrą podbudową do studiowania wybranego przeze mnie kierunku. Po każdym roku studiów otrzymywałam stypendium naukowe za wysoką średnią ocen, dwukrotnie przyznano mi Stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za szczególne osiągnięcia naukowe. Po obronie magisterium dostałam się na studia doktoranckie, zaczęłam pracować na Uniwersytecie Śląskim i w Szkole Społecznej w Bytomiu. W 2013 roku obroniłam doktorat z literaturoznawstwa, od 2015 pracuję na stanowisku adiunkta. W tym momencie mojego życia mogę to nazwać zawodowym sukcesem.
Ten sukces zawdzięczam nie tylko nauce w LO, ale także w orzyskiej szkole podstawowej. Zawdzięczam go pracy moich nauczycieli, ale także swojej własnej.
Zawdzięczam to temu, że kończąc liceum w małym miasteczku nie miałam związanym z tym faktem żadnych kompleksów. Nie czułam się gorsza od innych studentów. Moi nauczyciele nigdy nie mówili nam, że nie powinniśmy na przykład iść na studia, bo sobie na nich nie poradzimy. Oczywiście, miałam związane z przeprowadzką na drugi koniec Polski pewne
obawy; okazały się one jednak nieuzasadnione.

Czy utrzymujesz jakiś kontakt z dawnymi kolegami?

Raczej z koleżankami .. Tak, z niektórymi utrzymuję.

Czy chciałabyś coś dodać, a może coś przekazać obecnym uczniom?

Nie wiem, jakie są plany i marzenia obecnych uczniów LO w Orzyszu, ale wiem, że nie muszą się kończyć na maturze. To po pierwsze.
Po drugie, ani wiedza, ani umiejętności nie biorą się z siedzenia w klasie i gapienia się okno. Nauczyciel nie jest waszym wrogiem, ale kimś, od kogo macie czerpać. Jeśli uważacie, że jest jej za mało – podejdźcie, dopytujcie, drążcie, szukajcie, doczytujcie, polemizujcie. Energia w klasie i to, ile z siebie da nauczyciel w dużej mierze zależy od was, uczniów.
Jeśli nie chcecie się uczyć, nikt nic wam siłą nie wtłoczy do głowy. Jeśli chcecie – wymagajcie więcej, także od siebie.
Po trzecie, nie bójcie się myśleć inaczej, niż wszyscy i mieć swojego zdania. Oczywiście powinniście je także umieć dobrze uzasadnić .. Utracicie sympatię w klasie? Koleżanka się obrazi? Kolega krzywo spojrzy? Trudno. Po latach będziecie się z tego śmiać. Wiem, co mówię.

Źródło